Szwajcaria pozostaje światowym centrum farmaceutycznym, ale kluczowe składniki leków coraz częściej powstają poza Europą — głównie w Chinach i Indiach. Zdaniem eksperta Nam Trung Nghuyena to nie tylko problem handlowy związany z zapowiedziami ceł, lecz zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.
Donald Trump swoimi zapowiedziami wysokich ceł wywołał niepokój w branży — koncerny takie jak Roche i Novartis rozważają przenoszenie części produkcji do USA lub zwiększenie tam zdolności wytwórczych. To krótkoterminowy rozgardiasz, ale Nguyen wskazuje, że istotniejsza jest długofalowa zależność od Chin i Indii przy produkcji substancji czynnych.
Oba kraje dostarczają dziś znaczną część światowych surowców farmaceutycznych. W praktyce nawet niewielkie zakłócenia — awaria fabryki lub katastrofa techniczna — mogą natychmiast przełożyć się na braki w dostawach. Nguyen przypomina głośny przypadek z 2016 r., gdy eksplozja w chińskiej fabryce produkującej rezerwowe antybiotyki doprowadziła do zaniku aż 70% globalnych dostaw tego leku. Szacunki mówią, że nawet 45% światowej produkcji antybiotyków może pochodzić z Chin; inne źródła podają wartości sięgające 80–90%.
Konsekwencje tego stanu rzeczy widać już dziś w Szwajcarii — według ekspertów brakuje około 700 preparatów, w tym niezbędnych antybiotyków, środków przeciwbólowych i leków znieczulających. Skutkiem są przekładane operacje czy pogarszający się stan pacjentów z chorobami przewlekłymi, jak Parkinson — nie chodzi więc o chwilowy dyskomfort, lecz o realne zagrożenia zdrowotne.
Dlaczego przemysł dopuścił do takiej koncentracji produkcji za granicą? Głównie z powodów kosztowych: Chiny i Indie oferują bardzo niskie ceny i ogromne moce produkcyjne. W wypadku substancji o niskich marżach konkurencja cenowa sprawiła, że przenoszenie produkcji stało się dla wielu firm jedynym opłacalnym rozwiązaniem. W przypadku niektórych generyków tłumaczono to optymalizacją zysku — dziś ta strategia obnaża swoje słabości.
Jak wyjść z tej pułapki? Nguyen proponuje strategiczne przesiedlenie części produkcji do krajów ekonomicznie przystępnych i politycznie stabilnych — przykładem mogą być państwa Bałkanów i inne regiony Europy Wschodniej. Jako pozytywny wzór ekspert wskazuje firmę Stada, która zainwestowała w liczne zakłady w tej części Europy i dziś korzysta z niższych kosztów pracy, jednocześnie budując renomę lokalnego dostawcy.
Według Nghuyena sam biznes nie wystarczy — potrzebne są skoordynowane działania polityczne w skali europejskiej. Proponowany mechanizm to powiązanie zezwoleń rynkowych z lokalizacją produkcji: jeśli koncern chce sprzedawać na rynkach UE i Szwajcarii, powinien mieć część wytwarzania na miejscu, w zamian gwarantując zamówienia i stabilne wolumeny odbioru.
To nie są szybkie projekty — Nguyen zastrzega, że budowa niezależnych łańcuchów dostaw zajmie dekadę lub dwie. Ale dodaje: jeżeli nie zaczniemy teraz, ryzyko niedoborów zagrażających życiu pacjentów będzie rosnąć.
W obliczu rosnących napięć geopolitycznych, jego przesłanie jest jasne: pryorytetem musi być bezpieczeństwo dostaw leków, nawet jeśli oznacza to wyższe koszty produkcji. Dla zdrowia publicznego jest to inwestycja, której odwlekanie może okazać się bardzo kosztowne.
Źródło: 20min.ch
Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z informacjami, wiadomościami, polskimi usługami, ofertami pracy i wydarzeniami w Szwajcarii!
