Poranne przeprawy przez Jezioro Zuryskie stają się rutyną — entuzjaści: to poczucie wolności, kierownictwo: zachowaj ostrożność

Poranne przeprawy przez Jezioro Zuryskie stają się rutyną — entuzjaści: to poczucie wolności, kierownictwo: zachowaj ostrożność

W letnie poranki nad prawym brzegiem Jeziora Zuryskiego robi się tłoczno — przed historyczną Badi Utoquai ustawiają się grupy wczesnych ptaszków, gotowych pokonać trasę na drugą stronę zatoki i z powrotem. To rytuał, który dla wielu oznacza przede wszystkim poczucie wolności, ale wymaga też odwagi i doświadczenia.

Około godziny 6:50 wciąż panuje cisza, woda jest spokojna, a kursujące większe statki pojawią się dopiero później. Kilkanaście minut później, punktualnie o 7.00, dziesiątki, a czasem setki pływaków wchodzą do wody, by przepłynąć około 700 metrów w kierunku Badi Enge i wrócić.

Alex, 29 lat, już przed wejściem do kąpieliska pompuje swoją pływacką boję — nie chce tracić czasu, bo po kąpieli idzie prosto do pracy. Tego poranka woda ma około 20 stopni, więc decyduje się na skafander neoprenowy. „Kosztuje to trochę wyrwania się z łóżka i wejścia do chłodnej wody, ale warto. W obie strony potrzebuję około 30 minut” — mówi.

Inni podchodzą do tematu spokojniej. Simone i Luzia, obie po 28. roku życia, dopiero zaczynają swoją serię porannych przepraw i planują około 40 minut. Studentki Lydia (23) i Matilda (22) rozciągają się dokładnie przed wejściem do wody — pływają już od lat i często dopływają dalej wzdłuż brzegu. „Poranki nad jeziorem mają niesamowitą atmosferę” — podkreślają, zwracając jednak uwagę na łodzie wioślarskie i zalecając ostrożność.

Badi Utoquai zauważa rosnące zainteresowanie: zdarza się, że rano przed wejściem stoi nawet do 300 osób. Kierownik obiektu, Andreas Strehler, apeluje o rozwagę: „Tylko doświadczeni pływacy powinni rano przebywać przez jezioro”. Jak wyjaśnia, choć dotychczas incydentów było niewiele, to głównie dzięki temu, że uczestniczący to często triathloniści lub osoby obeznane z pływaniem w otwartych akwenach. Ważne są też środki bezpieczeństwa — pływackie boje, odpowiedni strój i świadomość ryzyka przy skurczach mięśni.

Dla wielu uczestników nagrodą jest widok alpejskiego panoramy po rozciągnięciu się w środku jeziora. Monika, 30 lat, przyznaje, że od trzech lat nie opuszcza porannej przeprawy: „Gdy jestem na środku i patrzę w lewo na góry, czuję się niesamowicie wolna i obudzona” — mówi.

Sezon w Utoquai to także popyt na akcesoria — boje często się wyprzedają. Mimo że warunki są sprzyjające i wiele osób korzysta z porannego okna przed intensywnym ruchem statków, organizatorzy i ratownicy przestrzegają, by do takich wyzwań podchodzić z rozsądkiem i tylko z odpowiednim przygotowaniem.

Źródło: 20min.ch

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z informacjami, wiadomościami, polskimi usługami, ofertami pracy i wydarzeniami w Szwajcarii!

Dodaj komentarz

×