Uzbrojone gangi „homejacking” atakują zamożnych na zachodzie Szwajcarii

Uzbrojone gangi „homejacking” atakują zamożnych na zachodzie Szwajcarii

W zachodniej Szwajcarii rośnie fala brutalnych włamań określanych jako „homejacking” — napadów na zamieszkałe domy, skierowanych przede wszystkim przeciwko bardzo zamożnym osobom. Seria ataków wzbudza nie tylko lęk wśród mieszkańców, lecz także polityczną dyskusję o skali zjawiska i sposobach jego zwalczania.

Jednym z głośnych przypadków jest napad na 70-letniego Christophe’a Burrusa, byłego partnera prywatnego banku Vontobel. W czerwcu mężczyznę obudzili w jego willi czterej mężczyźni w kominiarkach i mundurach przypominających wojskowe. Uzbrojeni w krótkofalówki, latarki czołowe i pałki żądali dostępu do sejfu i grozili zabójstwem, jeśli ofiara nie będzie współpracować.

Burrus twierdzi, że od 33 lat mieszkał w tym domu i nigdy wcześniej nie doświadczył włamania. Napastnicy zabrali zegarki, gotówkę i biżuterię — łącznie mniej niż 100 000 franków. Mimo że mężczyzna miał przy łóżku przycisk alarmowy, zabrakło czasu, by go użyć. Po zdarzeniu wydał na wzmocnienie zabezpieczeń domu około 50 000 franków.

Metody sprawców nie pozostawiają wątpliwości co do zaplanowanego charakteru ataków: używanie środków mających zmylić psy tropiące (w jednym przypadku rozlano na miejscu desinfekcję), posługiwanie się hasłami i danymi ofiar oraz brutalne wymuszanie. Ofiarami padają osoby publiczne i kolekcjonerzy luksusowych zegarków — tak było w przypadku Alexandre’a Mourreau z Genewy, u którego we wrześniu skradziono cenne modele marek Audemars Piguet, Patek Philippe i Richard Mille.

Do sierpnia i września liczba odnotowanych przypadków w kantonie Genewa wzrosła z czterech w 2021 r. do 13 w ubiegłym roku; dane za 2025 rok wskazują na podobny poziom. Zjawisko jest znane od dawna we Francji — w 2023 r. zarejestrowano tam ponad 500 takich incydentów — i coraz częściej przedostaje się do szwajcarskiej części regionu Jeziora Genewskiego.

Politycy spierają się o ocenę skali zagrożenia. Szefowa departamentu bezpieczeństwa z ramienia SP, Carole-Anne Kast, przyznaje, że homejacking to nowe zjawisko o dużym potencjale szoku, ale wskazuje, że mowa jest około dziesięciu takich przypadków rocznie i należy je odnosić do ogólnej statystyki przestępczości. FDP-owiec Édouard Cuendet apeluje jednak, by nie bagatelizować psychologicznego efektu tych napadów: dla niego to „bardzo poważny powód do niepokoju”.

W efekcie w kilku gminach mieszkańcy organizują się w nieformalne grupy ostrzegawcze na WhatsAppie, wymieniając informacje o podejrzanych osobach i zdarzeniach. Takie sieci zwiększają poczucie bezpieczeństwa u niektórych, ale władze ostrzegają przed ryzykiem dezinformacji i nadreakcji — wszystkie sygnały powinny trafiać przede wszystkim do oficjalnych służb.

Reakcje lokalne są coraz bardziej widoczne: prestiżowy genewski przedmiejski Veindœuvres (Vandœuvres) proponuje instalację publicznych kamer monitoringu i prosi o wsparcie kantonu. Jak podkreśla Édouard Cuendet, „fizyczne bezpieczeństwo należy do DNA Szwajcarii” — jego utrata może zdaniem polityków zniechęcić ludzi do zamieszkania w kraju.

Śledztwa trwają, a policja apeluje o zgłaszanie wszelkich informacji poprzez oficjalne kanały. Dla wielu ofiar traumatyczne doświadczenia oznaczają nie tylko utratę dóbr materialnych, lecz także długotrwały niepokój i koszty zabezpieczenia domów. Dyskusja o tym, jak łączyć prewencję, skuteczne działania policyjne i ochronę praw obywatelskich, dopiero się zaczyna.

Źródło: 20min.ch

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z informacjami, wiadomościami, polskimi usługami, ofertami pracy i wydarzeniami w Szwajcarii!

Dodaj komentarz

×