Niecodzienna metoda oszczędzania — tak opisują w Chinach historię młodego doktoranta, który studiuje w drogiej Szwajcarii i na swoich kontach w mediach społecznościowych odsłania, jak daleko sięga, by ograniczyć wydatki. Na platformie Xiaohongshu, będącej mieszanką Instagrama i serwisu poradnikowego, publikuje relacje ze swojego „oszczędnego” życia i zebrał ponad 12 tys. obserwujących.
Najbardziej szokujący wpis dotyczył… jedzenia karmy dla kotów. Według relacji, z braku pieniędzy na mięso sięga po suchą karmę z najtańszej linii Migros Budget, która — jego słowami — kosztuje 3,75 franków za 3 kg i jest „najtańszym i najbogatszym w białko” produktem dostępnym w Szwajcarii. Opisuje skład jako mieszankę drobiu, wołowiny i odpadków mięsnych (wnętrzności, krew, kości), dodając, że ma ona „rybny zapach” i radzi maskować go orzeszkami ziemnymi.
Sam zainteresowany występuje na Xiaohongshu pod pseudonimem „skąpy artysta”, a w profilu bywa określany jako „najoszczędniejszy Chińczyk w Szwajcarii”. Twierdzi też z humorem, że „składniki sprawiły, że jego włosy nigdy nie wyglądały lepiej”, co spotkało się z mieszanymi reakcjami czytelników.
Reakcje i ostrzeżenia — wpis wywołał falę komentarzy: jedni chwalili pomysłowość i nazywali go „geniuszem”, inni przyznawali, że próbowali i nie dali rady ze względu na smak. Pojawiły się też głosy alarmowe — użytkownicy wskazywali, że karma zawiera popiół i może szkodzić nerkom — na co doktorant odpowiadał obojętnie: „koty też na tym nie umierają”.
Wśród rad dla oszczędnego studenta pojawiały się sugestie kupowania w Niemczech, ale on odpiera je argumentem o kosztach transportu: nawet ze specjalnym biletem zapłaciłby około 40 franków do granicy. Inne jego triki oszczędnościowe obejmowały oddawanie krwi — dla darmowych przekąsek i napojów oferowanych po pobraniu — oraz regularne chodzenie na bezpłatne apéro, skąd wynosi darmowy poczęstunek i piwo, wystarczy „pojawić się i posłuchać”.
Skąd taka postawa? Według relacji South China Morning Post doktorant ukończył studia medyczne w Chinach, pracował w Szanghaju i zaoszczędził pieniądze, by podjąć doktorat w renomowanej szwajcarskiej placówce badawczej. Z uwagi na ograniczenia w pracy dla studentów zagranicznych, wielu rezygnuje po kilku latach z powodu kosztów — on jednak zapowiadał, że nie chce się poddać.
Na koniec historii — dobra wiadomość: jak podaje South China Morning Post, doktorant otrzymał stypendium w Stanach Zjednoczonych i wyjedzie do Howard University, gdzie rozpocznie program badawczy. Zapowiada też, że i tam będzie kontynuował skromny styl życia.
Redakcja próbowała skontaktować się z bohaterem wpisów, lecz bezskutecznie. Historia stała się jednocześnie przypomnieniem o rosnących kosztach studiowania za granicą i o kreatywnych — choć kontrowersyjnych — sposobach radzenia sobie z nimi.
Źródło: 20min.ch
Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z informacjami, wiadomościami, polskimi usługami, ofertami pracy i wydarzeniami w Szwajcarii!
