Polacy Szwajcaria
Polacy SzwajcariaNatalia & Paweł
ForumPraca
Społeczeństwo

Pod Zurychem seniorka zapisała doradcy 200 tys. franków

13 października 20264 min czytania

UdostępnijSkopiowano!
Pod Zurychem seniorka zapisała doradcy 200 tys. franków

200 tysięcy franków miało trafić do doradcy podatkowego po śmierci starszej kobiety z okolic Zurychu. W testamencie zapisano, że był jej opiekunem, choć formalnie nigdy nim nie był.

Kobieta przez lata prowadziła razem z mężem sklep w okolicach Zurychu. Małżeństwo zgromadziło majątek liczony w milionach franków i posiadało dwa domy, mieszkalny oraz wakacyjny.

Po śmierci męża seniorka mieszkała sama. Jej córka, zięć i wnuczka mieszkali obok, jednak z czasem kobieta coraz rzadziej wychodziła z domu. Większość czasu spędzała przed telewizorem albo z książką. Rodzina opisywała, że brakowało jej kontaktu z ludźmi.

Najpierw pomoc przy podatkach, później prywatna relacja

W 2017 roku, po śmierci męża, 86-latka zwróciła się do organizacji Pro Senectute ze swoimi sprawami podatkowymi. Doradca, który pomagał jej wtedy jako wolontariusz, zajmował się rozliczeniami podatkowymi.

Około rok później kobieta miała poprosić go, aby wspierał ją prywatnie. Mężczyzna zgodził się i zaczął pomagać jej przy podatkach oraz nieruchomościach. Twierdził, że otrzymywał za to bezpośrednią zapłatę od seniorki i nie wiedział, że taka prywatna współpraca narusza zasady organizacji.

Reguły Pro Senectute zabraniają pracownikom i wolontariuszom podejmowania prywatnej pracy dla obecnych albo byłych klientów. Kierownictwo organizacji przekazało, że nowe osoby podpisują dokument potwierdzający znajomość tego zakazu. Doradca podatkowy nie pamiętał, aby podpisywał taki dokument.

Placówka Pro Senectute twierdziła, że o prywatnej działalności mężczyzny dowiedziała się dopiero pod koniec 2025 roku. Zięć seniorki przedstawiał inną wersję. Według niego już w 2018 roku regionalna kierowniczka miała powiedzieć podczas rozmowy telefonicznej, że doradca nadal załatwia dla kobiety drobne sprawy. Tych dwóch wersji nie udało się rozstrzygnąć.

Dwa testamenty i rosnący zapis

Rodzina zaczęła podejrzliwie patrzeć na relację doradcy z seniorką. Mężczyzna wysyłał jej kartki z wakacji, zwracał się do niej bardzo serdecznie i przynosił kwiaty. Rodzina odbierała te gesty jako próbę zdobycia jej przychylności.

Doradca przedstawiał to inaczej. Twierdził, że drobne gesty sprawiały kobiecie radość, a ona sama dziękowała mu odręcznie pisanymi kartkami. Podczas wizyt, które odbywały się raz albo dwa razy w miesiącu, seniorka miała opowiadać mu o rodzinie, relacjach i śmierci.

Pierwszy testament powstał w 2021 roku. Kobieta zapisała w nim doradcy 30 tysięcy franków. Rodzina dowiedziała się o tym dopiero po jej śmierci, podczas spotkania z wykonawcą testamentu.

Drugi dokument sporządzono sześć miesięcy przed śmiercią seniorki. Tym razem zapis wynosił 200 tysięcy franków. W testamencie nazwano doradcę jej opiekunem, choć w rzeczywistości nie pełnił takiej funkcji.

Od 2018 roku między seniorką a mężczyzną istniał jedynie dokument dotyczący opieki na wypadek utraty przez nią zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji.

Stan zdrowia seniorki stał się ważnym elementem sporu

Rodzina zwróciła uwagę na moment podpisania drugiego testamentu. Kobieta była wtedy ciężko chora, miała za sobą kilka pobytów w szpitalu, a w jej organizmie rozwijał się guz. Na ból przyjmowała morfinę.

Z zapisków całodobowej opiekunki wynikało, że tego dnia przyjęła cztery tabletki. Pierwszą o godzinie 7.20, a ostatnią o 19.15. Testament włożyła do koperty, zakleiła ją i napisała, że dokument wolno otworzyć dopiero po jej śmierci.

Doradca zaprzeczał, że znał treść testamentów. Dokumenty przechowywał w swoim domu aż do śmierci seniorki, tłumacząc, że tak zdecydowała. Zięć uważał, że silne leki mogły wpływać na świadomość kobiety. Przyznawał jednak, że jednego dnia mogła być zdezorientowana, a następnego zachowywać pełną jasność umysłu.

Nie ustalono, w jakim stanie była dokładnie w dniu podpisania ostatniego testamentu.

Prawnie trudno udowodnić zdobywanie spadku podstępem

Szwajcarski Sąd Federalny uznał w 2006 roku, że osobą próbującą przejąć spadek w nieuczciwy albo niemoralny sposób można określić jako tak zwanego łowcę spadku. Samo zjawisko nie jest jednak osobnym przestępstwem.

W zależności od faktów w grę mogą wchodzić między innymi przestępstwa majątkowe, fałszowanie dokumentów, wymuszenie, oszustwo albo bezprawne pozbawienie wolności. Problem polega na tym, że moralne podejrzenia często łatwiej sformułować niż udowodnić w sądzie.

Prawnik z Bazylei, który zajmuje się podobnymi sprawami, analizuje między innymi wiek spadkodawcy, jego izolację społeczną, zgodność testamentu z wcześniejszym planem dziedziczenia, moment sporządzenia dokumentu, relację z osobą obdarowaną oraz wysokość zapisu.

Po zapoznaniu się z dokumentami dotyczącymi tej sprawy prawnik uznał, że wszystkie wymienione sygnały ostrzegawcze występują.

Rozumiem obawy rodziny, bo połączenie samotności, ciężkiej choroby, prywatnej opieki i dużego zapisu w testamencie rodzi poważne pytania. Jednocześnie ta sprawa pokazuje, jak trudno przełożyć podejrzenie na dowód prawny. Przy planowaniu spraw majątkowych szczególnie ważne wydaje mi się jasne oddzielenie pomocy zawodowej od prywatnych relacji.

- Natalia



Źródło: blick.ch

Bądź na bieżąco — Szwajcarski Tydzień

Raz w tygodniu najważniejsze wiadomości, wydarzenia i oferty pracy dla Polaków w Szwajcarii. Za darmo, bez spamu.

Czy ten artykuł był pomocny?

Komentarze

Zobacz również