W Szwajcarii budują bez pozwoleń, grożą rozbiórki
15 października 20262 min czytania

W kilku szwajcarskich kantonach właściciele budynków walczą o obiekty postawione bez ważnych pozwoleń. W jednej sprawie sąd potwierdził nakaz rozbiórki stajni, w innej problem dotyczy prawie 30-metrowego wiatraka, który już produkuje prąd.
Stajnia przesunięta za ustną zgodą
Właściciel rodzinnego gospodarstwa we Frutigen w kantonie Berno przeniósł stajnię dla koni w 2003 roku. Ówczesny zarządca budowlany miał ustnie zaakceptować tę zmianę, jednak w dokumentach brakuje pisemnego pozwolenia na budowę.
Sprawa trafiła do sądu administracyjnego. Sąd potwierdził nakaz rozbiórki stajni. Właściciel, 69-letni mężczyzna, zapowiedział, że nie zamierza podejmować żadnych działań. Termin rozbiórki pozostaje otwarty.
Wiatrak z części dwóch starych instalacji
W Schlatt-Haslen w kantonie Appenzell Innerrhoden rolnik zbudował własny wiatrak o wysokości prawie 30 metrów. Przez kilka miesięcy składał go z części dwóch wycofanych instalacji. Od dwóch tygodni urządzenie działa i dostarcza prąd.
Rolnik chce uniezależnić się od zewnętrznych dostaw energii oraz produkować więcej prądu, niż sam zużywa. Na fundament wydał około 60 tysięcy franków, a zakup i budowa wiatraka kosztowały kolejne 50 tysięcy franków.
Pozwolenie na budowę ma zostać złożone już po wykonaniu inwestycji. Jeżeli urząd odmówi, właścicielowi również grozi rozbiórka konstrukcji.
Pałac większy niż w pozwoleniu i domek bez zgody
W Goldingen w kantonie St. Gallen małżeństwo przebudowało dawny dom należący do aktorki Lilli Palmer w rozległą rezydencję. Powstały między innymi ogród zimowy, wieżyczki, strefa odnowy biologicznej, pomieszczenia dla zwierząt i park. Budynek oraz otoczenie wykonano jednak znacznie większe, niż przewidywało pierwotne pozwolenie.
Kanton oszacował koszty budowy na ponad 10 milionów franków. W 2008 roku sąd administracyjny uznał, że ważne części willi i terenu powstały nielegalnie. Mniejsze obiekty trzeba było rozebrać. Właściciele złożyli później wniosek o zalegalizowanie kolejnych części, w tym rozbudowanego poddasza i strefy odnowy biologicznej w piwnicy.
Osobna sprawa dotyczy domku weekendowego w Kallern w kantonie Argowia. Budynek powstał w 1962 roku, ale nigdy nie miał ważnego pozwolenia na budowę. Rodzina kupiła go w 2010 roku za 90 tysięcy franków, a problemy zaczęły się, gdy właściciele chcieli go przebudować.
Urząd odrzucił wniosek i zażądał całkowitej rozbiórki. Właściciele przegrali także przed Sądem Federalnym. Otrzymali sześć miesięcy na usunięcie budynku na własny koszt oraz odtworzenie terenu. 77-letni właściciel zaakceptował decyzję, ale uznał podejście urzędów za zbyt surowe.
Cieszy mnie, że te historie pokazują, jak dużo może zależeć od jednego brakującego dokumentu. Jednocześnie trudno przejść obojętnie obok sytuacji, w której ustna zgoda sprzed lat nie chroni właściciela przed nakazem rozbiórki. Przy takich inwestycjach szczególnie ważne wydaje mi się zachowanie pisemnych decyzji, bo pamięć o dawnych ustaleniach może nie wystarczyć.
- Natalia
Źródło: blick.ch
Bądź na bieżąco — Szwajcarski Tydzień
Raz w tygodniu najważniejsze wiadomości, wydarzenia i oferty pracy dla Polaków w Szwajcarii. Za darmo, bez spamu.



