W Scuol zgłoszono kradzież biżuterii za ponad 100 tys. franków
16 października 20263 min czytania

Cztery kobiety zgłosiły w Scuol kradzież biżuterii wartej łącznie ponad 100 tys. franków. Seniorki twierdzą, że kosztowności znikały podczas wizyt pracownicy pomocy domowej organizacji Spitex. Prokuratura potwierdziła prowadzenie postępowania karnego, a na początku września przeprowadzono przeszukanie domu.
Seniorki znalazły się bez swoich pamiątek
Sprawa dotyczy trzech seniorek oraz córki jednej z nich. Kobiety mieszkają w Scuol w Gryzonii i chcą występować anonimowo, ponieważ obawiają się możliwych nacisków.
Od czerwca do września pracownica pomocy domowej przychodziła do ich mieszkań. Sprzątała, zajmowała się domem i wykonywała zwykłe prace gospodarcze. Według seniorek podczas tego okresu zniknęły naszyjniki, kolczyki, bransoletki, zegarki, pierścionki oraz inne kosztowności.
Jedna z kobiet powiedziała, że pracownica była przesadnie uprzejma. Przynosiła klientkom czekoladę, ciasto truskawkowe, a nawet grzyby. Seniorki uznały później, że tych podarunków było wyjątkowo dużo.
89-letnia mieszkanka Scuol opisała sytuację, która wzbudziła jej podejrzenia. Podczas sprzątania na krótko wyszła z mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Po powrocie zobaczyła otwarte drzwi oraz pracownicę stojącą przy biurku, w którym przechowywała biżuterię.
Według jej relacji pracownica zachowywała się tak, jakby zmieniała nakładkę na mopie. Niedługo później oznajmiła, że skończyła pracę. Dwa dni po tej wizycie seniorka przygotowywała biżuterię przed wyjazdem i zauważyła brak pierścionka oraz bransoletki zaręczynowej podarowanej jej przez zmarłego męża.
Kobieta uważa, że mogła wtedy zobaczyć pracownicę podczas kradzieży. W tamtej chwili nie zrozumiała jednak, co mogło się dziać.
Podobne braki zgłosiły kolejne klientki
Po tym odkryciu seniorka skontaktowała się z sąsiadkami, u których ta sama osoba także sprzątała. One również stwierdziły brak kosztowności.
U jednej z nich zniknęła cenna złota bryłka na naszyjniku, przywieziona przez zmarłego męża z Alaski. Dla właścicielki była to pamiątka związana z małżeństwem, a nie zwykły przedmiot o określonej cenie.
Łączna wartość utraconej biżuterii według kobiet wynosi niewiele ponad 100 tys. franków. Wśród przedmiotów były także wyroby wykonane na zamówienie, których nie da się łatwo zastąpić.
Kobiety zgłosiły sprawę policji oraz organizacji Spitex. Początkowo miały usłyszeć od funkcjonariuszy, że bez dowodów trudno podjąć działania. Córka jednej z seniorek twierdzi również, że podczas rozmowy telefonicznej pracownica organizacji zareagowała śmiechem i zapytała, co teraz zamierzają zrobić.
Rodzina i seniorki przez miesiące czekały na dalsze informacje. Według ich relacji nie otrzymywały wiadomości ani od policji, ani od organizacji. Pojawiały się też informacje, że podejrzana nadal pracuje w Spitex.
Prokuratura prowadzi postępowanie
Policja kantonalna Gryzonii nie przekazała szczegółów sprawy. Prokuratura potwierdziła jednak, że prowadzi postępowanie karne dotyczące kradzieży przeciwko pracownicy pomocy domowej.
Na początku września śledczy przeprowadzili przeszukanie domu. Dochodzenie policyjne nadal trwa. Po otrzymaniu raportu policji prokuratura zdecyduje, czy wydać nakaz karny, skierować sprawę do sądu albo zakończyć postępowanie.
Dyrektorka działu opieki i wsparcia w Centrum Zdrowia Dolnego Engadynu potwierdziła, że organizacja zna zarzuty oraz informacje o dochodzeniu. Podkreśliła, że bezpieczeństwo klientek i klientów jest dla niej najważniejsze, a wszelkie sygnały o możliwych nieprawidłowościach są traktowane poważnie.
Jednocześnie kierownictwo organizacji broni pracownicy. Kobieta od wielu lat była związana ze Spitex i była oceniana jako zaangażowana specjalistka. Wcześniej nie zgłaszano wobec niej skarg.
Obecnie pracownica została odsunięta od zadań. Organizacja tłumaczy, że jest to środek ostrożności podjęty do czasu wyjaśnienia zarzutów, a także działanie mające chronić samą podejrzaną. Kobieta nie odpowiedziała na próby kontaktu ze strony dziennikarzy. W sprawie obowiązuje domniemanie niewinności.
Seniorki obawiają się, że biżuteria już do nich nie wróci. Jedna z nich przypuszcza, że kosztowności mogły zostać przetopione, przez co rodzinne pamiątki byłyby niemożliwe do odzyskania.
Uważam, że najważniejszy pozostaje teraz wynik postępowania, a nie same podejrzenia. Sprawa pokazuje, jak trudne jest odzyskanie rodzinnych pamiątek, gdy ich zniknięcie odkrywa się dopiero po kilku dniach. Do czasu decyzji prokuratury trzeba rozdzielać relacje poszkodowanych od odpowiedzialności karnej podejrzanej osoby.
- Paweł
Źródło: blick.ch
Bądź na bieżąco — Szwajcarski Tydzień
Raz w tygodniu najważniejsze wiadomości, wydarzenia i oferty pracy dla Polaków w Szwajcarii. Za darmo, bez spamu.



