W Szwajcarii była minister przyznaje błąd w prognozach prądu
29 października 20262 min czytania

Była minister energetyki przyznała, że prognozy zapotrzebowania na prąd od 2035 roku były zbyt ostrożne. Jej słowa padły krótko przed głosowaniem nad zniesieniem zakazu budowy nowych elektrowni atomowych w Szwajcarii.
Była członkini Rady Federalnej odegrała ważną rolę w decyzji o odejściu od atomu. Po katastrofie w Fukushimie w 2011 roku rząd poparł wycofywanie się z tej technologii, a ona jako minister energetyki należała do osób kierujących tym procesem.
W rozmowie na żywo przyznała, że wcześniejsze obliczenia dotyczące zapotrzebowania na energię od 2035 roku były zbyt niskie. Dzisiejsza sytuacja wygląda inaczej, ponieważ zużycie prądu jest większe, niż zakładano w tamtym czasie.
Jej ocena obecnych rozwiązań jest ostrożna
Była minister podkreśliła, że energetyka jądrowa nadal jest dla niej ważnym źródłem energii. Szwajcaria w 2017 roku wybrała zakaz budowy nowych reaktorów, zachowując działające elektrownie atomowe.
Jej zdaniem obecnie trudno wskazać rozwiązanie techniczne, które byłoby jednocześnie tańsze i mniej ryzykowne. Z tego powodu także obecni operatorzy elektrowni atomowych nie chcieliby budować nowej elektrowni.
W rozmowie z ministrem energetyki wspomniała jednak o projekcie pilotażowym w Kanadzie. Chodzi o przetwarzanie odpadów nuklearnych i ponowne wykorzystanie ich w przyszłości. Taki kierunek oznaczałby odejście od obowiązującego w Szwajcarii zakazu stosowania tej technologii.
Zieloni zarzucają jej zmianę stanowiska przed głosowaniem
Zieloni ocenili te wypowiedzi jako rozczarowujące i niesprawiedliwe. Posłanka tej partii, która zasiadała w parlamencie już w 2011 roku, twierdzi, że warunki energetyczne się nie zmieniły, a powrót do atomu może odwracać uwagę od zagrożeń związanych z tą technologią.
Jej zdaniem Szwajcaria powinna rozwijać alternatywne źródła energii, aby ograniczyć zależność od zagranicy w trudnej sytuacji geopolitycznej i lepiej odpowiadać na kryzys klimatyczny. Zieloni krytykują także moment wypowiedzi, ponieważ padła ona krótko przed głosowaniem nad zakazem nowych elektrowni.
Zwolennicy atomu wskazują na pompy ciepła i samochody elektryczne
Politycy popierający energetykę jądrową odebrali słowa byłej minister jako potwierdzenie wcześniejszych ostrzeżeń. Poseł prawicowej partii uważa, że prognozy strategii energetycznej zaniżały wzrost liczby mieszkańców i zakładały zbyt duże znaczenie importu prądu.
Według niego taki model osłabił energetyczną niezależność kraju. Dodał jednak, że cele ograniczania emisji przyjęte później zwiększyły zapotrzebowanie na prąd, między innymi przez rozwój pomp ciepła i samochodów elektrycznych.
Jego zdaniem osiągnięcie celu zerowych emisji netto będzie niemożliwe bez budowy nowych elektrowni atomowych. Podobnie wypowiedział się poseł liberalnej partii, który określił odejście od atomu jako decyzję bez jasnego planu zastępczego i wezwał byłą minister do przyznania się do błędu.
Cele ograniczania emisji zwiększyły zapotrzebowanie na prąd przez rozwój pomp ciepła i samochodów elektrycznych. Głosowanie dotyczy zniesienia zakazu budowy nowych reaktorów.
Żal mi, że rozmowa o energii tak szybko zamienia się w spór między dawnymi obozami. Przy tak długich inwestycjach ważniejsze od politycznych etykiet wydaje mi się jasne pokazanie kosztów, ryzyka i terminu, w którym nowe rozwiązania mogłyby faktycznie zacząć działać.
- Natalia
Źródło: 20min.ch
Bądź na bieżąco — Szwajcarski Tydzień
Raz w tygodniu najważniejsze wiadomości, wydarzenia i oferty pracy dla Polaków w Szwajcarii. Za darmo, bez spamu.



